Cała wielka przygoda z Piekielnymi Wzgórzami (niem. „Höllenberge”) zaczęła się od wyprawy ku odkryciu zapomnianego źródła wody, słynącego przed wiekami z niezwykłych właściwości. To właśnie podczas tej eksploracji, przeczesując gęste bukowe lasy, natknąłem się na magiczne uroczyska, które stały się jednym z głównych tematów tej opowieści. Również samo źródło zajmie w tej historii należyte mu miejsce.
Czy dacie wiarę, że kilka kilometrów od morza rozciąga się kraina, której krajobraz zupełnie nie przypomina typowego polskiego wybrzeża? Atrakcyjne okolice miejscowości Wicie to unikalny w skali całego Bałtyku splot dzikiej przyrody, tajemnic i zapomnianych historii. Natura nie poskąpiła tu wspaniałości. Na tym fragmencie polskiego wybrzeża, obok morza, piaszczystej mierzei i jeziora Kopań, wyrasta potężny masyw morenowy Wzgórz Barzowickich (które opisałem już wcześniej w innym wpisie).
SPIS TREŚCI:
- Gdzie się znajdują i jak powstały „Piekielne Wzgórza”?
- Święte, Jasne, Piekielne – Zagadkowe nazwy morenowego masywu
- Szlaki piesze i rowerowe w okolicy “Piekielnych Wzgórz”
- Śladami zapomnianego źródła z przekazów
- Uroczysko „Świątynia”
- Przez „jurajską dżunglę” ku szczytowi Moczadła
- Wzgórze “Muscheradenberg” – Niegościnny strażnik tajemnic
- U stóp Moczadła – Niezwykła dolina
- Jak trafić do tych magicznych atrakcji?
Cały ten teren możemy podzielić na trzy główne odcinki. Są tu Wzgórza Cisowskie (niem. “Zizower Hohenrücken”), Wzgórza Barzowickie oraz wspomniany wcześniej odcinek zwany Wzgórzami Piekielnymi. Ciekawostką jest, że dawniej cały masyw nosił nazwę Wzgórz Cisowskich (niem. “Zizower Hohenrücken”) . Obecnie jednak, aby ułatwić nawigację, wzgórza możemy podzielić na te trzy główne odcinki – zaczynając od wsi Cisowo, a kończąc na tzw. Bramie Wszedzieńskiej.
Odkryjmy zatem wspólnie ten najbardziej tajemniczy i niezwykły fragment moreny, zwany Piekielnymi Górami (niem. “Höllenberge”), i jego magiczne zakątki. Jest to miejsce niemal całkowicie nieobecne na turystycznych mapach regionu, a stanowiące jeden z najbardziej fascynujących obszarów powiatu sławieńskiego oraz pobliskich gmin Darłowo i Postomino.
Gdzie się znajdują i jak powstały „Piekielne Wzgórza”?
Ten atrakcyjny turystycznie obszar zaczyna się tuż za Barzowicami i ciągnie się aż do drogi łączącej wieś Kanin z Wszędzieniem. Przecina ona tzw. Bramę Wszędzieńską, będącą malowniczym przełomem morenowym.
Cały ten odcinek moreny czołowej, podobnie jak reszta morenowych wzniesień, powstał podczas ostatniego zlodowacenia, zwanego bałtyckim. Lądolód, nasuwając się na te tereny, pchał przed sobą ogromne masy materiału skalnego, piasku i gliny, wyciskając dodatkowo i kształtując swym ciężarem duże obszary lądu. Gdy klimat się ocieplił, a lód zaczął topnieć, pozostały po nim wyniosłe formy terenu, które dziś – porośnięte gęstym lasem – stanowią swoisty „mikroregion górski” prawie nad samym morzem.
„Piekielne Wzgórza” to – zaraz po Barzowickiej Górze (72 m n.p.m.) – najbardziej wyniosły fragment całego masywu. Ich najwyższym szczytem jest tajemnicze i niedostępne wzgórze (niem.”Muscheradenberg”) – 66 m n.p.m. Słowiańskie ludy zamieszkujące te tereny przed wiekami zwały je „Moczadłem”. Nazwa ta wzięła się najpewniej z nasycenia obszaru licznymi ciekami wodnymi, które w niewielkich bagienkach tworzą niespodziewane wywierzyska.
Krystalicznie czysta woda wypływa z masywu niemal z każdej strony góry Muscheradenberg, rzeźbiąc w terenie głębokie, strome wąwozy. Część tych strumieni spływa w kierunku północnym, gdzie – po dotarciu do terenów polnych – płynie niemal niedostrzegalnie siecią rowów i kanałów, zanikając ostatecznie między Barzowicami a Rusinowem.


Od strony wschodniej potoki te łączą się z większym ciekiem wodnym zwanym Świdnikiem. Z kolei na południowym zboczu „Moczadła” swój początek bierze wartki Strumień Młyński, który – przepływając przez wieś Karsino – wpada do Stobnicy, by ostatecznie zasilić wody rzeki Wieprzy.
Święte, Jasne, Piekielne – Zagadkowe nazwy morenowego masywu
Nazwa „piekielne” może budzić dreszcz emocji, a jej pochodzenie wcale nie jest oczywiste. Etymologii tego miana można poszukiwać zarówno w ukształtowaniu terenu, jak i w dawnych wierzeniach. To stary wzorzec nazewniczy, często używany przez tutejszą ludność do określania miejsc uznawanych za nawiedzone. Prawdopodobnie w okolicy istniały konkretne punkty, których nazwy korespondowały z całym odcinkiem Piekielnych Wzgórz. Podobne motywy folklorystyczne odnajdziemy w całym powiecie sławieńskim, a nawet w skali całych regionów – Pomorza i Zachodniopomorskiego.

Często „demoniczne” miana nadawano miejscom, z którymi wiązały się mroczne lub niewyjaśnione wydarzenia – czy to prawdziwe, czy zrodzone w wyobraźni mieszkańców. Były to:
- Diabelskie głazy i kamienie – związane z legendami o czarcie rzucającym wielkie kamienie w stronę kościołów. Niech za przykład posłuży legenda o Kamieniu Hunów między Barzowicami a Dzierżęcinem.
- Góry Czarownic – choć na starych mapach okolicy nie znalazłem nazwy Hexenberg, nie wyklucza to jej dawnego istnienia. Szczyt góry Moczadło doskonale nadawałby się do miana takiego miejsca.
- Piekielne doliny i jary – tutaj dawne nazwy Höllental pasują idealnie. Ciemne, mgliste wąwozy postrzegano dawniej jako przejścia do zaświatów – miejsca magiczne, w których można było przepaść bez wieści lub spotkać istoty nie z tego świata.
- Nawiedzone lasy – w podaniach pojawiają się nazwy takie jak Spukwald czy Geisterholz. To tam błądzić miały dusze topielców, słychać było dziwne głosy i widywano widmowe postacie.
- Diabelskie drogi – choć nie trafiłem na opowieści o konkretnych traktach na tych wzgórzach, w innych regionach wiązano je z miejscami, gdzie konie odmawiały posłuszeństwa lub pojawiały się „czarne, piekielne psy”. Jedyną zapisaną opowieścią, na jaką się natknąłem, jest legenda o „Zjawach w Piekielnych Górach”, którą przytoczę w innym wpisie.
Z drugiej strony, ten odcinek moreny zawsze stawiał przed ludźmi wyzwania. Trudna rzeźba terenu, liczne cieki wodne rozmiękczające drogi oraz niemal całkowita niedostępność sprawiały, że obszar ten od wieków uchodził za niegościnny. Być może to właśnie ta surowość natury nadała mu miano „Piekielnych Wzgórz”.
Co ciekawe, w dokumentach pojawiają się również określenia „Jasne” lub „Święte Wzgórza”. Sugeruje to ich dawne, być może sakralne znaczenie, wywodzące się jeszcze z czasów przedsłowiańskich. Patrząc od południa, od strony sielskiej wsi Karsino, pasmo to zyskuje łagodniejsze oblicze i nazywane jest Górami Bukowymi. Tam też znajduje się jeden z najwyższych punktów – Bukowa Góra (niem. Scherwinninger) o wysokości 58,1 m n.p.m.
Malownicze wąwozy i las który “budował” żaglowce
Północna strona masywu to prawdziwy labirynt natury, tkany przez tysiąclecia przez potężne siły Natury. Na odcinku od wsi Barzowice do Wszędzienia znajdziemy ponad 25 głębokich i stromych jarów, które tworzą odcięte od siebie, magiczne enklawy. Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu jest tutejszy las bukowy. To właśnie dzięki niemu pomiędzy głębokimi jarami zrodziły się budzące zachwyt leśne uroczyska. Brak gęstego podszytu oraz specyficzna bukowa ściółka sprawiają, że pod koronami ogromnych drzew panuje niezwykła przestronność, a światło gra tu w sposób niespotykany w innych lasach.


Warto wiedzieć, że tutejsze buki przez stulecia były cenionym w całej Europie budulcem żaglowców. Strzeliste drzewa, hartowane przez dekady zimnymi, północnymi wiatrami, cechowały się wyjątkową wytrzymałością i elastycznością. Pozyskiwane tu cenne drewno przez wieki stanowiło o potędze lokalnej gospodarki.
Bazą dla drwali pracujących przy wyrębie była pobliska wieś Dzierżęcin (niem. „Dörsenthin”), która przez jakiś czas pełniła również rolę lokalnego centrum wyrobu płótna żaglowego. To właśnie tam najlepiej zacząć swoją przygodę.
Szlaki piesze i rowerowe w okolicy “Piekielnych Wzgórz”
Ten odcinek moreny jest ubogi w szlaki turystyczne, co tylko potwierdza, że nie stał się on jeszcze popularnym celem masowych wycieczek. Przebiega tu tylko jedna, oznaczona na zielono, choć niestety zaniedbana ścieżka rowerowa. Stanowi ona niezależną odnogę szlaku R10 – odłącza się od niego w Korlinie koło Łącka, a od strony Naćmierza zatacza szeroką pętlę przez Rusinowo, Barzowice i wspomniany Dzierżęcin.




Właśnie w tej wsi ścieżka przecina fragment Piekielnych Wzgórz, by starym, średniowiecznym duktem skierować się w stronę Bylicy, a następnie powrócić do Naćmierza. Niestety, na odcinku między Dzierżęcinem a Bylicą trakt jest niemal nieprzejezdny. Ze względu na nawierzchnię zniszczoną przez ciężki sprzęt leśny, najlepiej pokonać ten fragment masywu pieszo, prowadząc rower u boku.
Atrakcyjne wiatraki koło Dzierżęcina
Ciekawym akcentem krajobrazowym są siłownie wiatrowe, znajdujące się po południowej stronie trasy z Barzowic do Dzierżęcina. W samym Dzierżęcinie swój początek ma czarna ścieżka dydaktyczna prowadząca wokół turbin, która może być interesującym urozmaiceniem letniej wyprawy.
Co ciekawe, podczas niedawnego remontu drogi Darłowo–Ustka, nawigacja Google uparcie kierowała turystów zmierzających do Wicia właśnie przez Dzierżęcin. Być może więc wielu wczasowiczów, zupełnie nieświadomie, miało już okazję podziwiać ten wyjątkowy region z okien swoich samochodów.
Śladami zapomnianego źródła z przekazów
Moja przygoda z tym regionem rozpoczęła się od kwerendy zapisów historycznych w opracowaniach „Historia i kultura Ziemi Sławieńskiej”, wydawanych przez Fundację „Dziedzictwo”. Natrafiłem tam na lakoniczną, lecz intrygującą wzmiankę o enigmatycznym bagnisku ze źródłem, z którego „pierwotnie wysoko tryskała woda”. Zapiski informowały, że woda ta była twarda, żelazista i – co najciekawsze – „znana poza granicami okolicy”.

Ta krótka informacja z opracowania zrodziła mnóstwo pytań:
- Dlaczego to miejsce w dawnych czasach było znane nawet poza granicami okolicy?
- Dlaczego do tej pory o nim nie słyszałem?
- Czy źródło wciąż jest czynne i gdzie dokładnie się znajduje?
Chęć zgłębienia lokalnej tajemnicy stała się impulsem do wyprawy.
Początek wycieczki – W kierunku Dzierżęcina
Pewnego letniego poranka ruszyłem rowerem z Wicia w stronę Barzowic. To najszybsza i najwygodniejsza trasa. Pamiętajcie tylko, że na skrzyżowaniu w Barzowicach należy jechać prosto pod górę, drogą z kostki brukowej w kierunku kościoła. Tuż przed świątynią droga skręca w lewo i meandruje wśród ostatnich zabudowań, pnąc się stale w górę.
Po opuszczeniu wsi Barzowice trasa prowadzi na wschód, starymi płytami typu „jumbo”, aż do samego Dzierżęcina. Ten odcinek jest niezwykle malowniczy. Po lewej stronie, ponad wierzchołkami drzew, połyskuje tafla jeziora Kopań i majaczą zarysy Jarosławca, a na północnym horyzoncie rysuje się cienka, granatowa linia morza.
Punkt startowy-Skwer w Dzierżęcinie
Doskonałym punktem nawigacyjnym podczas eksploracji „Piekielnych Wzgórz” jest maszt telefonii komórkowej w Dzierżęcinie. Jest widoczny z każdego miejsca i – podobnie jak ja podczas moich wypraw – możecie go potraktować jako azymut.


Mniej więcej w centrum miejscowości znajduje się gminny skwerek z przystankiem oraz tablicami informacyjnymi. Jedna z nich przybliża historię Dzierżęcina, a druga zawiera mapę okolicy. To właśnie tutaj zostawiam rower, ponieważ w głąb morenowego masywu najlepiej zapuścić się pieszo.
Maszt GSM twoim kompasem
Moje poszukiwania tego letniego poranka rozpoczęły się od skrętu w stronę wieży GSM, która góruje nad miejscowością. Jeszcze w Dzierżęcinie zjechałem z asfaltu na polną drogę, będącą fragmentem zielonego szlaku rowerowego. Prowadzi ona bezpośrednio ku ciemnej ścianie bukowego lasu, majaczącej nad łanami zbóż i traw.


Po przejściu około dwustu metrów skręciłem w prawo w stronę masztu. Proponuję potraktować go jako swoisty kompas, ułatwiający orientację w najbliższej okolicy. Stamtąd skierowałem się prosto na widoczne w oddali, zatopione wśród drzew wzgórze Muscheradenberg – Moczadło. Przyjąłem, że będzie to najszybsza droga do celu, gdzie zamierzałem odnaleźć ślady dawnego źródła.
Przez “morze traw” do leśnych uroczysk
Minąłem wieżę przekaźnikową, a następnie – idąc wzdłuż małych poletek – dotarłem do rozległych łąk i nieużytków ciągnących się przed mroczną ścianą buczyny. Latem pokonanie tego odcinka przypomina przeprawę przez „falujące morze traw”, które o tej porze roku jest wyjątkowo bujne.
Jednak po około pół kilometra ścieżka stała się wyraźniejsza, a wysokie trawy ustąpiły miejsca przestronnej kolumnadzie strzelistych buków.Zaledwie kilkadziesiąt metrów marszu leśnym duktem wystarczyło, bym dotarł do pierwszego uroczyska na Piekielnych Wzgórzach. To właśnie tutaj natura zaczęła odsłaniać swoje najbardziej urokliwe oblicze.
Uroczysko „Świątynia”
Wkroczyłem do tego królestwa tajemnic prosto z łąk pełnych pachnących ziół. Przywitała mnie głęboka cisza, przerywana jedynie szumem wiatru w koronach drzew. Nie wiem, czy to miejsce posiada swoją oficjalną nazwę, ale na własny użytek ochrzciłem je „Świątynią”. Majestatyczna strzelistość ogromnych buków oraz niespotykana przestronność terenu od razu nasunęły mi to skojarzenie. Znalazłem się w prawdziwym, nieskazitelnym sanktuarium natury.


Uroczysko okazało się całkiem spore. W zagłębieniach terenu, połączonych siecią niewielkich parowów, dostrzegłem podmokłe bagienka. To właśnie tutaj biorą swój początek nienazwane jeszcze strumienie. Choć letnia pora sprawiła, że wywierzyska nie były w pełni aktywne, ich obecność była wyraźnie wyczuwalna.
Radiestezja i energie ziemi
Zaintrygowany atmosferą tego miejsca, postanowiłem przeprowadzić pomiary metodą radiestezyjną. Wynik był zaskakujący. W skali Denerta uzyskałem wartość 4, co wskazuje na wyjątkowo korzystne wpływy geomantyczne i prozdrowotną energię ziemi. „Świątynia” to miejsce, które po prostu leczy samym przebywaniem w nim.


Wyobraźnia podpowiadała mi, jak magicznie musi tu być wiosną, gdy leśna ściółka pokrywa się gęstym dywanem białego kwiecia. Mój wzrok uciekał jednak coraz częściej ku niewidocznemu pośród drzew wzniesieniu. To tam krył się ostateczny cel mojej wędrówki- enigmatyczne wzgórze Muscheradenberg i jego legendarne źródło.
Przez „jurajską dżunglę” ku szczytowi Moczadła
Uroczysko „Świątynia” kończy się gwałtownie głębokimi, gęsto zarośniętymi wąwozami. Znalezienie przejścia w stronę wzgórza Muscheradenberg okazało się nie lada wyzwaniem – ostra ściana roślinności skutecznie broniła dostępu do dalszych partii masywu. Zdecydowałem się na próbę podejścia od zachodniego stoku.

Gdy tylko przebiłem się przez pierwsze chaszcze, teren nagle się otworzył, ukazując zdumiewający widok- połacie ogromnych, pierwotnych paproci. Przez chwilę poczułem się jak w amazońskiej dżungli lub na planie filmu o dinozaurach. Choć przez głowę przemknęła mi żartobliwa myśl o czającym się Tyranozaurze, wokół panował nieziemski spokój, mącony jedynie szumem wiatru i odległym echem cywilizacji docierającym z Dzierżęcina. Brnąłem przez to zielone morze, aż paprocie zaczęły rzednąć, odsłaniając wolno wznoszący się stok „Moczadła”.
Wzgórze “Muscheradenberg” – Niegościnny strażnik tajemnic
Samo wzgórze jest strome i sprawia wrażenie całkowicie zapomnianego przez ludzi. Brak tu jakichkolwiek ścieżek; wspinaczka wymaga kluczenia między powalonymi konarami i spróchniałymi resztkami drzew. To teren dziki, niemal pierwotny. Im wyżej się wspinałem, tym wyraźniej zmieniała się szata roślinna – monumentalne buki ustąpiły miejsca surowemu lasowi sosnowemu.


Sam szczyt przywitał mnie chaosem wiatrołomów. Choć rosną tu piękne, stare drzewa, miejsce to emanuje pewnym chłodem, który nie zachęca do dłuższego odpoczynku. Postanowiłem jednak zbadać je radiestezyjnie. Wynik był obiecujący bo tylko 5,5 stopnia w skali Denerta i kolor radiestezyjny indygo. Całkiem przyzwoite parametry, pozbawione raczej zadrażnień geopatycznych, mogą sugerować, że w zamierzchłej przeszłości znajdowało się tu miejsce kultu lub pogańska świątynia. Niestety, potężne pnie powalonych drzew skutecznie ukrywają wszelkie materialne ślady historii.
U stóp Moczadła – Niezwykła dolina
Gdzie jednak szukać legendarnego źródła? Opuściłem szczyt, kierując się na południe. Intuicja mnie nie zawiodła. Po krótkiej przeprawie przez plątaninę drapiących jeżyn las znów zaczął rzednąć. Miejsce wysokich sosen ponownie zajęły dostojne buki, a przed moimi oczami rozpostarła się niezwykła, ukryta w sercu masywu leśna dolina.
Czerwony Pagórek – Geopatyczna zagadka
Pierwszym charakterystycznym punktem doliny jest niewielki, ukryty w gęstej zieleni pagórek. Sąsiaduje on bezpośrednio ze zboczem Moczadła, od którego oddziela go jedynie wąska leśna droga. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej tej pozornie zwyczajnej, morenowej górce porośniętej kilkoma sędziwymi drzewami.
Od strony południowej wzgórze opada ku drodze rozjeżdżonej przez ciężki sprzęt leśny. Tuż za nią wyrasta strome zbocze sąsiedniej góry, u podnóża którego dostrzegłem wyraźne, ciemniejsze wgłębienie o bagiennym charakterze. Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że ten niepozorny rów to w rzeczywistości fragment dawnego koryta strumienia – koryta, którym przed wiekami płynęły wody legendarnego źródła.

Intrygująca atmosfera tego miejsca skłoniła mnie do przeprowadzenia pomiarów radiestezyjnych. Ich wyniki okazały się jednak mało optymistyczne – 5 w skali Denerta oraz około 6000 jednostek Bovisa. Najbardziej zaskakujący był jednak kolor radiestezyjny – intensywna czerwień.
Odczyty te jednoznacznie wskazują na zadrażnienie geopatyczne. Zastanawia jednak radiestezyjny kolor czerwony. Choć jego wibracje zazwyczaj symbolizują męstwo i wytrwałość, to w tym konkretnym przypadku mogą świadczyć o swoistym „zabezpieczeniu” miejsca przed szkodliwym promieniowaniem.
Właśnie dlatego nazwałem to wzniesienie „Czerwonym Pagórkiem”. To niezwykłe miejsce – jedyny obszar o takiej barwie, na jaki natrafiłem podczas wszystkich moich wędrówek po Piekielnych Wzgórzach. Coś ukrytego głęboko w tej ziemi niesie ze sobą zupełnie inny ładunek niż sąsiednie uroczysko o którym poniżej.
Bagnisko w dolinie i Tajemnica Źródła – Miejsce, gdzie „wyłączono” wodę
Kilka kroków dalej, idąc rozmokłą drogą w cieniu wiekowych dębów, dotarłem do rozległej leśnej polany. Po krótkich oględzinach uświadomiłem sobie, że stoję w samym sercu rzeczonego bagniska. To właśnie tutaj w dalekiej przeszłości tryskało legendarne, uzdrawiające źródło. Świadczy o tym ukształtowanie terenu – łagodny parów opadający w dół doliny jest niemym świadkiem siły wody, która przez wieki rzeźbiła ten zgrabny wąwóz.
Choć po południowej stronie nie odnalazłem już aktywnego wywierzyska, pomiary radiestezyjne potwierdziły niezwykły potencjał tego miejsca:
- Skala Denerta 3,5
- Kolor indygo
- aż 10 000 jednostek Bovisa (BSM)
To interesujący energetycznie punkt, zasilany prawdopodobnie przez tzw. cieki wznoszące lub pozostałość po nich.
Co istotne, podczas medytacji nad tym miejscem wyłonił się głęboki przekaz – Obraz człowieka symbolicznie nakładającego kamień na wypływ wody, co doprowadziło w konsekwencji do wyłączenia źródła.
Czy to tylko alegoria, czy może ślad dawnego rytuału? Niezależnie od interpretacji, energia kumulowana tu przez setki lat wciąż oddziałuje na każdego, kto przekroczy próg tego leśnego uroczyska.
Echa Kultury Pomorskiej – Czy żyli tu ludzie?
Trudno się dziwić, że te tereny przyciągały ludzi od najdawniejszych czasów. Obecność czystej, „tryskającej” wody była magnesem dla społeczności już w epoce żelaza. Potwierdzają to liczne odkrycia archeologiczne – m.in. zniszczone w XIX wieku podczas budowy szosy dwa kurhany w rejonie Dzierżęcina. Skrywały one kamienne skrzynie z urnami i przedmiotami z brązu, charakterystyczne dla tzw. kultury pomorskiej, która rozwijała się tu około 500 roku p.n.e.

Czy dolinka ze źródłem była niegdyś sercem tej społeczności? Czy to właśnie kult rzeki i wody sprawił, że okoliczne wzniesienia zyskały w pamięci pokoleń miano „Świętych Wzgórz”? Miejsca takie traktowano z najwyższą czcią, wznosząc wokół nich osady i świątynie.
Jak trafić do tych magicznych atrakcji?
Do uroczyska z wyschniętym źródłem najłatwiej dotrzecie leśnym duktem od strony zachodniej, a konkretnie od trasy łączącej Dzierżęcin z Karsinem. Należy przejść całą wieś w kierunku Karsina, a następnie – około 150 metrów za końcem zabudowań Dzierżęcina – skręcić w lewo, w pierwszą polną drogę biegnącą wzdłuż ściany lasu. Podążajcie tym szlakiem, który w pewnym momencie mija linie energetyczne, by ostatecznie zagłębić się w gęsty, bukowy las. To najkrótsza i najwygodniejsza droga do odkrycia opisanych tu zakątków.
Moja podróż po Piekielnych Górach jeszcze się nie kończy. Wkrótce dowiecie się, co jeszcze skrywają Święte/Piekielne Wzgórza i jakie niecodzienne miejsca udało mi się wytropić w gęstwinie tego niezwykłego odcinka moreny. Do zobaczenia na szlaku!
Źródła:
- Historia i kultura Ziemi Sławieńskiej, t. 5 – Studia nad dziejami wsi
- Historia i kultura Ziemi Sławieńskiej, t. 3 – Gmina Postomino
- studiumzycia.pl/miejsca-mocy-badania-radiestezyjne-andrzej-zabek
Zdjęcia, Tekst, Grafika:
- Wicieprzygoda – Aquarius






























